Dyrekcja
Nasz Adres
Zespół Szkół Nr 1 im. prof. Bolesława Krupińskiego
w Lubinie. ul. Kościuszki 9,
59 - 300 Lubin.
tel/fax. 076-746-30-50.
NIP 692-10-28-723

on-line:
statystyki www.stat.pl
Ogółem na stronie:

 
Aktualności Dokumentacja Absolwenci Kontakt
 

Bunt w łódzkiej szkole - rodzice zabierają dzieci

Anna Kołakowska, Marcin Markowski

Czterdziestu pięciu uczniów z podstawówki na łódzkiej Retkini przestanie dziś przychodzić na lekcje. Wrócą do szkoły, gdy zniknie z niej ich kolega.

Trzecioklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 41 przy ul. Rajdowej w Łodzi przyjdą dziś na pierwszą lekcję z rodzicami. Jeśli zobaczą w szkole Adama, wrócą do domów. - Nasze dzieci nie będą chodzić do szkoły aż do wakacji, a we wrześniu przeniesiemy je do innych podstawówek - zapowiadają matki dziesięciolatków.

Takiego protestu jeszcze w Łodzi nie było. Rodzice: - Wiemy o tym, ale jesteśmy pod ścianą.

Twierdzą, że Adam od trzech lat zaczepia ich dzieci, a od dwóch lat - wyzywa i bije. Młodsze i słabsze boją się chodzić do szkoły.

Chłopiec najpierw upatruje ofiarę. Krąży wokół niej i powtarza np.: "jesteś głupia". Pstryka w ucho. Pryska wodą. Zrzuca z ławek piórniki. Zabiera bluzę i wyciera nią tablicę. Gdy ofiara zaczyna się bronić, obrywa. - Adam kopie, popycha, bije pięściami - mówią zdesperowane matki. Czasami pluje albo robi kulkę ze sreberka po czekoladzie, wbija w nią igłę i rzuca.

Ostatnio trafił taką igłą kolegę z klasy w czoło, tuż nad okiem.

Od kilku miesięcy bije też nauczycieli. - Na religii wywrócił ławki i uderzył w twarz katechetkę. Pięścią! Jak na filmie - przyznaje Marzanna Topolska, dyrektorka szkoły. - Kilka tygodni wcześniej sama zostałam skopana przez Adama, a inną nauczycielkę tak mocno uderzył w ramię, że zrobił się krwiak.

Ojciec (inżynier) broni syna: - Złe zachowanie Adama to wina szkoły. W jego klasie są same łobuzy i to od nich nauczył się bić czy wyzywać. Zgoda, nie jest supergrzecznym chłopcem. Ma wady. Jest namolny, dokuczliwy, lubi za kimś chodzić i marudzić. Gdy ktoś go zaatakuje, może kopnąć, ale co ja mam na to poradzić? To nauczyciele powinni łagodzić konflikty. Poza tym uderzenie to nie pobicie.

Zdaniem ojca za protestem rodziców stoją nauczyciele i dyrektor szkoły: - Nie radzą sobie z Adamem, więc szukają haków, by się go pozbyć.

Dyrektorka: - To teoria spisku. Od początku próbujemy pomóc Adamowi. Na naszą prośbę zajmował się nim psycholog. Sugerowaliśmy rodzicom, że syna powinien przebadać psychiatra. Zaproponowaliśmy terapię rodzinną. Ale rodzice nie chcą współpracować. Traktują nas jak wrogów, nie partnerów. Prowadzą z nami wojnę, a cierpi dziecko.

W grubej teczce z dokumentami o wyczynach Adama jest opinia psychologa. Czytamy w niej: "Ogólna sprawność intelektualna na poziomie bardzo wysokim. W bardzo dobrym stopniu opanował zasady i normy współżycia społecznego. Ma jednak duży problem z przestrzeganiem tychże w praktyce. (...) Ma skłonność do reakcji wybuchowych. Wskazana współpraca rodziców ze szkołą i terapia psychologiczna".

Rodzice dręczonych uczniów szukali pomocy w kuratorium. Usłyszeli: "za bezpieczeństwo dzieci odpowiada szkoła".

- Chciałam przenieść Adama do równoległej klasy, ale zaprotestowali rodzice tamtych uczniów - mówi dyrektor Marzanna Topolska. - Zaproponowałam indywidualny tryb nauki, ale na to nie zgodzili się z kolei rodzice Adama. Zorganizowałam dodatkowe zajęcia z psychologiem dla klasy Adama i poprosiłam woźnych o czujność na przerwach. A teraz siedzę nad kolejnym pismem do kuratora. Tłumaczę, że wyczerpałam wszystkie możliwości i jedynym sposobem zapewnienia bezpieczeństwa uczniom, pracownikom szkoły, ale i samemu Adamowi jest zmiana środowiska.

Dyrektorka zgadza się, że będzie to tylko przeniesienie problemu do innej szkoły. A jak go rozwiązać, czyli pomóc chłopcu?

- Ograniczyć władzę rodzicielską i wymusić w ten sposób indywidualny tryb nauki. Wtedy jest szansa, że Adam się wyciszy i za rok wróci do rówieśników.

Ojciec Adama nie przejmuje się protestem rodziców. Nazywa go "szantażem". - Nie przeniosę syna do innej szkoły, bo nie zwykłem uciekać przed przeciwnościami. Poza tym to nauczyciele są winni, nie ja.

Uczniowie z obu klas trzecich przy ul. Rajdowej - nawet jeśli nie będą chodzić do szkoły aż do wakacji - nie poniosą konsekwencji. Każdy może opuścić nawet połowę wszystkich lekcji, pod warunkiem że rodzice usprawiedliwią nieobecność. Konsekwencje poniosą nauczyciele. Jeśli we wrześniu dzieci przejdą do innych podstawówek, dla części z nich zabraknie pracy, a nad szkołą zawiśnie groźba likwidacji.

Imię chłopca zostało zmienione.

[Pokaż komentarze] | [Dodaj komentarz]

pochodzenie: gazeta.pl

 
Uczniowie Nauczyciele Rodzice
C 2005-2006 Zespół Szkół Nr 1 w Lubinie. All rights reserved