|
|
Bunt w łódzkiej szkole -
rodzice zabierają dzieci
Anna Kołakowska, Marcin
Markowski
Czterdziestu pięciu uczniów z podstawówki na
łódzkiej Retkini przestanie dziś przychodzić na lekcje. Wrócą do
szkoły, gdy zniknie z niej ich kolega.
Trzecioklasiści ze Szkoły Podstawowej nr 41
przy ul. Rajdowej w Łodzi przyjdą dziś na pierwszą lekcję z
rodzicami. Jeśli zobaczą w szkole Adama, wrócą do domów. - Nasze
dzieci nie będą chodzić do szkoły aż do wakacji, a we wrześniu
przeniesiemy je do innych podstawówek - zapowiadają matki
dziesięciolatków.
Takiego protestu jeszcze w Łodzi nie było. Rodzice: - Wiemy o tym,
ale jesteśmy pod ścianą.
Twierdzą, że Adam od trzech lat zaczepia ich dzieci, a od dwóch lat
- wyzywa i bije. Młodsze i słabsze boją się chodzić do szkoły.
Chłopiec najpierw upatruje ofiarę. Krąży wokół niej i powtarza np.:
"jesteś głupia". Pstryka w ucho. Pryska wodą. Zrzuca z ławek
piórniki. Zabiera bluzę i wyciera nią tablicę. Gdy ofiara zaczyna
się bronić, obrywa. - Adam kopie, popycha, bije pięściami - mówią
zdesperowane matki. Czasami pluje albo robi kulkę ze sreberka po
czekoladzie, wbija w nią igłę i rzuca.
Ostatnio trafił taką igłą kolegę z klasy w czoło, tuż nad okiem.
Od kilku miesięcy bije też nauczycieli. - Na religii wywrócił ławki
i uderzył w twarz katechetkę. Pięścią! Jak na filmie - przyznaje
Marzanna Topolska, dyrektorka szkoły. - Kilka tygodni wcześniej sama
zostałam skopana przez Adama, a inną nauczycielkę tak mocno uderzył
w ramię, że zrobił się krwiak.
Ojciec (inżynier) broni syna: - Złe zachowanie Adama to wina szkoły.
W jego klasie są same łobuzy i to od nich nauczył się bić czy
wyzywać. Zgoda, nie jest supergrzecznym chłopcem. Ma wady. Jest
namolny, dokuczliwy, lubi za kimś chodzić i marudzić. Gdy ktoś go
zaatakuje, może kopnąć, ale co ja mam na to poradzić? To nauczyciele
powinni łagodzić konflikty. Poza tym uderzenie to nie pobicie.
Zdaniem ojca za protestem rodziców stoją nauczyciele i dyrektor
szkoły: - Nie radzą sobie z Adamem, więc szukają haków, by się go
pozbyć.
Dyrektorka: - To teoria spisku. Od początku próbujemy pomóc Adamowi.
Na naszą prośbę zajmował się nim psycholog. Sugerowaliśmy rodzicom,
że syna powinien przebadać psychiatra. Zaproponowaliśmy terapię
rodzinną. Ale rodzice nie chcą współpracować. Traktują nas jak
wrogów, nie partnerów. Prowadzą z nami wojnę, a cierpi dziecko.
W grubej teczce z dokumentami o wyczynach Adama jest opinia
psychologa. Czytamy w niej: "Ogólna sprawność intelektualna na
poziomie bardzo wysokim. W bardzo dobrym stopniu opanował zasady i
normy współżycia społecznego. Ma jednak duży problem z
przestrzeganiem tychże w praktyce. (...) Ma skłonność do reakcji
wybuchowych. Wskazana współpraca rodziców ze szkołą i terapia
psychologiczna".
Rodzice dręczonych uczniów szukali pomocy w kuratorium. Usłyszeli:
"za bezpieczeństwo dzieci odpowiada szkoła".
- Chciałam przenieść Adama do równoległej klasy, ale zaprotestowali
rodzice tamtych uczniów - mówi dyrektor Marzanna Topolska. -
Zaproponowałam indywidualny tryb nauki, ale na to nie zgodzili się z
kolei rodzice Adama. Zorganizowałam dodatkowe zajęcia z psychologiem
dla klasy Adama i poprosiłam woźnych o czujność na przerwach. A
teraz siedzę nad kolejnym pismem do kuratora. Tłumaczę, że
wyczerpałam wszystkie możliwości i jedynym sposobem zapewnienia
bezpieczeństwa uczniom, pracownikom szkoły, ale i samemu Adamowi
jest zmiana środowiska.
Dyrektorka zgadza się, że będzie to tylko przeniesienie problemu do
innej szkoły. A jak go rozwiązać, czyli pomóc chłopcu?
- Ograniczyć władzę rodzicielską i wymusić w ten sposób indywidualny
tryb nauki. Wtedy jest szansa, że Adam się wyciszy i za rok wróci do
rówieśników.
Ojciec Adama nie przejmuje się protestem rodziców. Nazywa go
"szantażem". - Nie przeniosę syna do innej szkoły, bo nie zwykłem
uciekać przed przeciwnościami. Poza tym to nauczyciele są winni, nie
ja.
Uczniowie z obu klas trzecich przy ul. Rajdowej - nawet jeśli nie
będą chodzić do szkoły aż do wakacji - nie poniosą konsekwencji.
Każdy może opuścić nawet połowę wszystkich lekcji, pod warunkiem że
rodzice usprawiedliwią nieobecność. Konsekwencje poniosą
nauczyciele. Jeśli we wrześniu dzieci przejdą do innych podstawówek,
dla części z nich zabraknie pracy, a nad szkołą zawiśnie groźba
likwidacji.
Imię chłopca zostało zmienione.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|