|
|
Nauczyciele uczeni byle jak
Zbigniew Wesołowski, wiceprezes NIK do posłów: - Taka
będzie polska szkoła, jakie jej nauczycieli przygotowanie. A z tym ostatnim
jest naprawdę kiepsko.
We wtorek sejmowa komisja edukacji dyskutowała nad raportem NIK o
kształceniu nauczycieli w szkołach wyższych. I choć ogłoszono go jeszcze w
ubiegłym roku, jak mówili przedstawiciele NIK, do tej pory zmieniło się
niewiele. Tymczasem z raportu wynika, że nauczyciele wychodzą po studiach...
niedouczeni.
NIK kontrolował na przełomie 2000 i 2001 roku 14 uczelni państwowych, które
kształcą nauczycieli: sześć szkół pedagogicznych, siedem uniwersytetów i
jedną politechnikę (wszystkich takich szkół podległych Ministerstwu Edukacji
jest 54).
160 do komputera
Jak wynika z kontroli, 57 proc. tych, którzy mają zostać nauczycielami,
miała za mało godzin tzw. przygotowania nauczycielskiego (psychologii,
pedagogiki, metodyki nauczania). NIK stwierdził, że najczęściej obcina się
je studentom zaocznym i wieczorowym (to mniej więcej połowa wszystkich
studentów). W Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach na niektórych kierunkach
(filologia polska, historia, biologia) było tylko od 100 do 210 godzin,
podczas gdy minimum to ok. 300.
Izba ma zastrzeżenia do studenckich praktyk w szkołach, których nikt z
uczelni nie kontroluje lub robi to sporadycznie (tak było w 10
skontrolowanych uczelniach). - Oczywiście głównie z powodu braku pieniędzy -
mówił Wesołowski.
Pieniędzy brakuje uczelniom także na inne rzeczy. W ośmiu Izba stwierdziła
spore braki w bibliotekach i pracowniach komputerowych. Ponad połowa
studentów wieczorowych i zaocznych w ogóle nie miała informatyki. Prawie
jedna trzecia studentów dziennych też nie. Np. w WSP w Rzeszowie własnych
pracowni komputerowych nie miało 6 z 13 instytutów. Z kolei w Uniwersytecie
Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie na jeden komputer w pracowni wydziału
pedagogiki i wychowania artystycznego przypadało... prawie 160 studentów.
Fatalnie jest w uczelnianych bibliotekach - brakuje w nich szkolnych
podręczników i programów. W Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu w
księgozbiorze Wydziału Sztuk Pięknych i wychowania artystycznego nie było
żadnego podręcznika, który ministerstwo dopuściło do szkół. Zdaniem NIK
uczelnie kształcą nauczycieli zbyt wąsko, w pojedynczych kierunkach, nie
uwzględniają nowych przedmiotów, które pojawiły się w szkołach po
wprowadzeniu reformy. - Jedynie pięć uczelni zauważyło takie przedmioty w
podstawówkach jak: "sztuka" czy "przyroda" - mówił wiceprezes NIK.
Wystarcza na fizyka
Część posłów broniła uczelni, które dostają za mało pieniędzy. - Czas
skończyć z bezpłatnym dostępem do studiowania, a zastanowić się nad systemem
powszechnych płatnych studiów, w którym opłaty będą rozłożone na raty, przy
pomocy skarbu państwa - mówił Dariusz Bachalski, poseł PO.
- Jeśli nie będzie dość pieniędzy, to tylko odfajkujemy tę dyskusję -
dodawał Janusz Sobieszczański z oświatowej "Solidarności".
- My kształcimy szeroko tak, by jeden nauczyciel mógł uczyć dwóch, trzech
przedmiotów - mówił rektor krakowskiej Akademii Pedagogicznej prof. Michał
Śliwa. - Ale jak to dobrze robić? Kiedy kształci się fizyka z elementami
przyrody, do dostaje się tylko na godziny poświęcone na kształcenie fizyka.
A na godziny przyrody już nie.
Inni dyskutanci narzekali na ministerstwo, które zasłaniając się autonomią
uczelni, nie wydało do tej pory "rozporządzenia o standardach kształcenia
nauczycieli", które ma określać, czego i jak uczyć przyszłych nauczycieli.
Wiceminister edukacji Tadeusz Sławecki pokazał jednak gotowy projekt i
obiecał, że rozporządzenie będzie za kilka tygodni.
W ciągu tygodnia komisja ma wydać opinię w sprawie raportu NIK. - Musi w
niej być dezaprobata dla tego, co robią wyższe uczelnie. Nie może być tak,
że skoro nie ma pieniędzy, to uczymy byle jak - mówiła Teresa Jasztal z SLD.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|