|
|
Nie demonstrować, tylko siedzieć w szkole
Renata Czeladko
Przed rozpoczęciem roku szkolnego 2006/2007 kuratorium
wyda zalecenia, które mają zapobiec "niekontrolowanym wyjściom" uczniów w
czasie lekcji. Także na manifestacje
- System szkoły nie może pozwalać na niekontrolowane
wyjścia uczniów i udział w nielegalnych manifestacjach w czasie lekcji -
mówi Grzegorz Tyszko, mazowiecki kurator oświaty. I zapowiada, że jeszcze
przed rozpoczęciem roku szkolnego wyda w tej sprawie specjalne zalecania.
Może się w nich pojawić np. pomysł, by zwolnienia od rodziców przynosić
przed opuszczonym dniem, a nie po nim.
Kurator nie wie jeszcze, czy zalecenie skieruje do wszystkich szkół, czy
tylko do tych, o których wie, że uczniowie demonstrowali przeciw ministrowi
Romanowi Giertychowi.
Wychowawcza rozmowa
- To jednoznaczna próba zastraszenia uczniów, którzy brali udział w
manifestacjach - stwierdza Krystyna Starczewska, dyrektorka gimnazjum przy
Raszyńskiej. W jej szkole w ubiegłym tygodniu pojawiły się wizytatorki z
kuratorium. Przeprowadziły "rozmowę wychowawczą z dyrektorem" i pytały o
uczniów i nauczycieli, którzy 13 czerwca brali udział w nielegalnej
demonstracji pod Ministerstwem Edukacji Narodowej.
Manifestację zorganizowała anarchizująca Inicjatywa Uczniowska. Wzięło w
niej udział ok. 100 osób, głównie gimnazjalistów i licealistów warszawskich
szkół. Spalili kukłę Giertycha, krzyczeli hasła: "Giertych do wora, wór do
jeziora!". Policja zatrzymała 18 osób.
Z gimnazjum przy Raszyńskiej uczniowie na demonstrację poszli z
nauczycielami. Pedagodzy uznali, że skoro młodzież chce iść, to nie mogą jej
siłą zatrzymać w szkole i lepiej będzie, jeśli będą jej towarzyszyć. Gdy
dowiedzieli się, że manifestacja jest nielegalna, wrócili do szkoły.
Wizytatorki z kuratorium poprosiły o dzienniki i zliczyły nieobecności w
dniu manifestacji.
Warto sprawdzić
- Zajrzeliśmy akurat do tej szkoły, bo w telewizyjnym programie "Warto
rozmawiać", który emitowany był po manifestacji, zostali pokazani uczniowie
z Raszyńskiej. Brali udział w nielegalnej manifestacji w czasie lekcji. W
takiej sytuacji kurator musi zareagować. Odwiedziliśmy jeszcze gimnazjum, z
którego rodzice dzwonili do ministerstwa, ale nie mogę podać, jaka to szkoła
- wyjaśnia kurator Tyszko.
Wizytatorzy jak dotąd nie pojawili się w społecznym liceum, do którego
chodzą liderzy Inicjatywy Uczniowskiej. Ani w gimnazjum na Mokotowie,
którego uczniowie również występowali w telewizyjnych relacjach. Kurator
twierdzi, że zalecenia, jak zapobiegać "niekontrolowanym wyjściom", wyda na
podstawie wniosków z dwóch odwiedzonych szkół oraz z danych o frekwencji
warszawskich uczniów, które właśnie są analizowane.
Żeby więcej nie wisieli na bramie MEN
- Nie ma mowy o szykanowaniu dyrektorów, wyciąganiu konsekwencji
dyscyplinarnych wobec nauczycieli czy domaganiu się kar wobec uczniów.
Chodzi nam wyłącznie o wypracowanie systemu, który zapewnieni bezpieczeństwo
uczniom, żeby nie powtórzyła się sytuacja, że zamiast być na lekcji, będą
wisieć na bramie ministerstwa. A co by było, gdyby taki uczeń spadł i zrobił
sobie krzywdę? Wina spadłaby na szkołę, bo uczeń powinien być w klasie w
czasie lekcji - mówi kurator.
Kaja Małecka, rzecznik prasowy Ministerstwa Edukacji Narodowej, informuje,
że ministerstwo nie prosiło kuratora o zbieranie danych o demonstrantach ani
o wydawanie specjalnych zaleceń: - To gest kuratora - mówi pani rzecznik.
Zdaniem Krystyny Starczewskiej bardzo niebezpieczny: - Może doprowadzić do
zastraszenia dyrektorów, którzy zaczną podejmować represyjne działania wobec
uczniów.
Już dyrektor jednego z warszawskich liceum obniżył sprawowanie licealistce,
która brała udział w manifestacji i w mediach podawała nazwę liceum.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|