Dyrekcja
Nasz Adres
Zespół Szkół Nr 1 im. prof. Bolesława Krupińskiego
w Lubinie. ul. Kościuszki 9,
59 - 300 Lubin.
tel/fax. 076-746-30-50.
NIP 692-10-28-723

on-line:
statystyki www.stat.pl
Ogółem na stronie:

 
Aktualności Dokumentacja Absolwenci Kontakt
 

Jak mnie wychowywano: Paweł Januszewski

Not. Małgorzata Muszańska

Tato od zawsze budził we mnie spory respekt - był dla mnie nie tylko ojcem, ale i dyrektorem szkoły. Reprezentował władzę, siłę, stanowczość. Zawsze dotrzymywał słowa. Gdy obiecał mi motorower, który kosztował dużo, bo około dwóch pensji, to po dwóch tygodniach go miałem. Jak powiedział, że nie pojadę przeziębiony na zawody, to choć przez całą noc kasłałem w poduszkę, to nie pojechałem.


W mojej rodzinie dominowali mężczyźni. Dziadek (ojciec ojca) był oficerem w piechocie. W czasie wojny kilka razy uciekał z obozów jenieckich. Dziś ma ponad osiemdziesiąt lat. W niewielkim gospodarstwie - kury, kaczki, mały sad - o wszystko dba sam. Gdy kilka lat temu był operowany na raka prostaty, wszyscy pogodzili się z tym, że po zabiegu dziadek już nie dojdzie do siebie. Kiedy wyszedł ze szpitala, ojciec pojechał mu pomóc. Zabrał się do rąbania drzewa, a dziadek spojrzał na niego z politowaniem i powiedział: "Daj, ty nie dasz rady". Niedawno dziadek sam wykarczował sad i posadził nowe drzewa.

Tato od zawsze budził we mnie spory respekt - był dla mnie nie tylko ojcem, ale i dyrektorem szkoły. Reprezentował władzę, siłę, stanowczość. Zawsze dotrzymywał słowa. Gdy obiecał mi motorower, który kosztował dużo, bo około dwóch pensji, to po dwóch tygodniach go miałem. Jak powiedział, że nie pojadę przeziębiony na zawody, to choć przez całą noc kasłałem w poduszkę, to nie pojechałem.

Właściwie dzieciństwo spędziłem w szkole. Rodzice byli nauczycielami (mama do dziś pracuje, ojciec przeszedł na emeryturę). Tato uczył historii, mama zajmowała się nauczaniem początkowym, a gdy ja i siostra pojawiliśmy się na świecie, przeszła na urlop wychowawczy. Szkoła mieściła się w przedwojennym zameczku otoczonym wielkim, malowniczym parkiem, w Lubiatowie koło Szczecina. Mieszkaliśmy w szkole podobnie jak pięć innych rodzin nauczycielskich, które miały dzieci w moim wieku.

Między nami, "gadami nauczycielskimi", a resztą uczniów była trudna do nazwania, ale wyczuwalna różnica. Nie byliśmy lepiej ubrani czy inteligentniejsi, ale byliśmy inni, byliśmy z boku. I trzymaliśmy się razem.

Żyliśmy w tej szkole jak w kokonie. To był bezpieczny świat, w którym wszystko było przewidywalne. Jedynym zagrożeniem była czarna wołga, która czasami pojawiała się w okolicy. Wszyscy wiedzieli - czarna wołga porywa dzieci. Ojciec powtarzał mi, że to ja mam się opiekować siostrą, mimo że ona była ode mnie o dwa lata starsza. Na ogół w ferworze zabawy zapominałem o tym, ale gdy zauważyłem czarną wołgę, gorączkowo szukałem siostry, żeby zdążyła przed nią uciec.

Od początku wiedziałem, że jako "gady nauczycielskie" jesteśmy na świeczniku, tzn. musimy się przykładnie zachowywać i dobrze się uczyć. Nie ciążyło mi to zbytnio, bo uczyłem się dobrze, a fascynował mnie sport, ruch, przede wszystkim piłka nożna. Tym żyłem. Graliśmy z chłopakami w nogę

na każdej przerwie. Dzwonek na przerwę był wybawieniem, dzwonek na lekcję - porażką; życie płynęło między nimi.

Po meczu chodziliśmy się kąpać w pobliskim jeziorze Płoń. Jedni uczyli się pływać od drugich i ja też się uczyłem od tych, którzy umieli. Mama się o mnie bardzo bała. Najpierw nie pozwalała mi chodzić z chłopakami, potem zabraniała mi pływać przed świętym Janem, jak nakazuje ludowa tradycja. Ojciec nie mówił nic. Gdy zobaczył, że sobie radzę, orzekł: "Umie pływać, niech pływa".

Mama chciała mnie chronić, ojciec natomiast był zwolennikiem zasady: "Co cię nie pokona, to cię wzmocni". Uważał, że nie powinienem unikać trudnych sytuacji, które pomogą mi kształtować silną wolę i charakter. To ojcowskie "wypłynięcie na głęboką wodę" bardzo sprawdza mi się w sporcie. Najlepsze wyniki osiągam na wielkich imprezach, tam potrafię wydobyć z siebie najwięcej energii.

Moja żona powiedziała mi kiedyś: "Masz taki charakterystyczny sprężysty chód". "To pewnie od uprawiania sportu" - pomyślałem sobie. Później patrzę, a na kasecie wideo ojciec chodzi tak samo, a sportu nie uprawia. Dziadek już tak nie chodzi, ale jestem pewien, że chodził bardziej sprężyście niż ja czy ojciec.

[Pokaż komentarze] | [Dodaj komentarz]

pochodzenie: gazeta.pl

 
Uczniowie Nauczyciele Rodzice
C 2005-2006 Zespół Szkół Nr 1 w Lubinie. All rights reserved