|
|
Nauczyciele nie chcą
komórek w szkołach
Maja Sałwacka
Dyrektorzy szkół mówią "stop komórkom".
Poprawiają szkolne statuty i regulaminy, zabraniając korzystania na
lekcji z telefonów. Wszystko dlatego, by uczniowie nie mogli
nagrywać i filmować nauczycieli
Uczniowie zielonogórskiego Gimnazjum nr 1,
aparatem z komórki sfotografowali woźnego. Dla zabawy, zdjęcie z
niewybrednym opisem pracownika szkoły wkleili do portalu
matrymonialnego. I tak woźny choć ma już żonę, stał się posiadaczem
randkowej strony.
- Uczniowie zostali ukarani - zapewnia Roman Łuczkiewicz, dyrektor
gimnazjum - A ponieważ gimnazjaliści często używali telefonów na
lekcjach, postanowiliśmy zrobić w regulaminie szkoły zapis, który
zabrania uczniom posiadania na lekcji komórki. Telefon ma być
wyłączony i schowany na dnie plecaka.
Jeśli uczeń złamie regulamin, nauczyciel ma prawo zabrać mu aparat.
Odda go dopiero rodzicowi lub prawnemu opiekunowi ucznia.
Stefan Bulanda, dyrektor zielonogórskiego IV LO: - Od kiedy
wprowadziliśmy zakaz, może z dwójka uczniów go złamała. Wolą nie
ryzykować wizyty rodzica w szkole. Pilnują się, a my mamy spokój -
tłumaczy.
Dyrektorzy gimnazjów i liceów szacują, że ok. 95 proc. ich uczniów
posiada komórki. Problem w tym, że uczniowie przynoszą je do szkoły
głównie po to, żeby się zabawić i pograć na nerwach nauczycielom. Na
lekcjach wysyłają SMS-y, dla żartów dzwonią na "strzałki" do kolegów
z klasy. Komórkami robią także zdjęcia swoim belfrom, kręcą filmy z
lekcji albo nagrywają wypowiedzi nauczycieli na dyktafony. Potem
chwalą się między sobą co lepszymi "kąskami" z lekcji. Zdjęcia
nauczycieli, także fotomontaże (wycięte głowy belfrów przyklejone
modelom pornograficznych stron) trafiają do internetu.
W gorzowskim Zespole Szkół nr 13, uczniowie "zrolowali "(jak w
audycji Radia Zet), wypowiedzi nauczyciela i dodali do tego
niewybredny komentarz ucznia. Całość trafiła do internetu.
- Uczniowie szukają swoich ofiar wśród stanowczych i wymagających
nauczycieli. Często celowo ich prowokują, potem wybierają zdania z
kontekstu - opowiada Tadeusz Wierzbicki, dyrektor gorzowskiej
"trzynastki" - Postanowiliśmy zakazać nagrywania wypowiedzi
nauczyciela i filmowania obrazu z lekcji. W końcu nauczyciel także
ma swoje prawa autorskie - tłumaczy i podaje kolejny argument -
Komórka może służyć jako ściąga, dlatego uczniowie nie mogą z
telefonów korzystać na lekcjach.
Dyrektorzy uważają, że liczba komórek w szkołach wzrosła lawinowo.
Zadziałały promocje operatorów sieci komórkowych - już za
kilkadziesiąt złotych uczniowie mogą sobie sprawić dobry telefon.
- Nie wiem, czy są w ogóle w szkole jeszcze tacy uczniowie, którzy
nie mają telefonów. Chwalą się nimi nawet ci najbiedniejsi. W szkole
panuje szpan na posiadanie dobrej komórki - to się liczy bardziej
niż markowe ciuchy - opowiada Jerzy Gaweł, dyrektor Gimnazjum nr 2 w
Zielonej Górze, w którym sami uczniowie zaproponowali zmianę
szkolnego regulaminu. Na czarną listę rzeczy zakazanych w czasie
lekcji trafiły także discmany i odtwarzacze mp3.
- Dzwoniące komórki przeszkadzają w koncentracji, wielu uczniów
używa ich tylko po to, żeby się pobawić, zrobić śmieszne zdjęcie.
Jeśli rodzic będzie chciał porozmawiać z dzieckiem, może zadzwonić
przecież na przerwie - opowiada Magda Matuła, przewodnicząca
szkolnego samorządu.
Zbigniew Kościk, dyrektor III LO w Zielonej Górze, uważa, że
uczniowie nie powinni w ogóle do szkoły przynosić telefonów: - Takie
rozwiązanie wymyślono we wszystkich bawarskich szkołach. Uczniowie
oddają w nich telefon do szkolnego depozytu. Jeśli chcą zadzwonić do
rodziców, mogą to zrobić ze szkolnego telefonu. Na początku pomysł
krytykowano, że ogranicza uczniowskie prawa, a teraz wszyscy sobie
chwalą to rozwiązanie.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|