- Na początku
czerwca Ministerstwo Edukacji,
zaniepokojone tym, że rodzice nawet z
błahych powodów pozwalają na nieobecność
swoich dzieci na lekcjach, poprosiło, by
zbadać to zjawisko - opowiada Jolanta
Gregorczuk, warmińsko-mazurski kurator
oświaty. - Zależy mi na poprawie wyników
egzaminów końcowych w naszych szkołach,
a wiadomo, że im uczeń rzadziej
przychodzi na lekcje, tym gorsze ma
oceny. Dlatego szukamy sposobów, by to
zmienić.
Kuratorium przygotowało ankietę
dotyczącą opuszczania lekcji przez
uczniów. Dyrektorzy w regionie dostali
ją pod koniec roku szkolnego. Mieli w
niej podać frekwencję na zajęciach w
ostatnim roku szkolnym, najczęstsze
przyczyny nieobecności i kto je
usprawiedliwiał - rodzice czy lekarze.
Pisaliśmy o niej kilka tygodni temu.
W ankiecie wszyscy dyrektorzy przyznali,
że mają problem z frekwencją w swoich
szkołach. - W tym roku wyniosła ona
średnio 80-90 procent - mówi Barbara
Antczak z Kuratorium Oświaty w
Olsztynie. - Rodzice najczęściej
usprawiedliwiają nieobecność dzieci
(ponad 90 proc. wszystkich przypadków) w
podstawówkach i gimnazjach, głównie z
powodu choroby, choć niekiedy tłumaczą,
że dziecko całą noc spędziło przed
komputerem i było zmęczone.
Mniej rodziców pisze usprawiedliwienia w
szkołach ponadgimnazjalnych, zwłaszcza
zawodowych. W ogólniakach rodzice
usprawiedliwiają nieobecność dzieci w
40-90 proc. przypadkach, w liceach
profilowanych i technikach - 27-92
proc., w zawodówkach już tylko 7-54
proc. Ale w tych szkołach uczniowie
często sami piszą sobie
usprawiedliwienia.
Każdy dyrektor miał też zaproponować, co
zrobić, by ograniczyć liczbę uczniów
wagarujących i opuszczających lekcje.
Najczęściej powtarzało się dziewięć
możliwości, m.in.: ** wprowadzić na
świadectwie ukończenia szkoły zapis o
liczbie opuszczonych dni, co byłoby
informacją dla pracodawcy i
mobilizowałoby uczniów do większej
dyscypliny ** uzależnić promocję do
następnej klasy od oceny z zachowania,
która uwzględnia również frekwencję **
przywrócić rangę usprawiedliwieniom
lekarskim, a tylko w wyjątkowych
sytuacjach honorować usprawiedliwienia
od rodziców ** obniżyć limit
opuszczonych godzin z 50 do 20 proc.,
jako warunek przyznania prawa do
egzaminu klasyfikacyjnego ** ograniczyć
prawo pełnoletnich uczniów do
samodzielnego usprawiedliwiania się **
uzależnić wypłatę stypendiów od
frekwencji.
Raport z ankiety razem z pomysłami
dyrektorów z Warmii i Mazur trafił do
Ministerstwa Edukacji. - W ciągu
najbliższych dni będę wiedziała, czy
ministerstwo jest im przychylne. Choć z
tego co już nieoficjalnie wiem,
propozycja, by uczeń, który chodzi na
wagary, nie zdawał do następnej klasy,
cieszy się dużym zainteresowaniem - mówi
Jolanta Gregorczuk.
Jolanta Gregorczuk, kurator oświaty
Nieobecność ucznia na zajęciach
przekłada się na gorsze wyniki w nauce,
musimy to zmienić, by nasze województwo
nie było pod tym względem na szarym
końcu
Wojciech Tański, dyrektor Szkoły
Podstawowej nr 9
Moim zdaniem snując takie propozycje
idziemy w kierunku działań represyjnych
w stosunku do dzieci. A przecież zanim
posuniemy się do karania brakiem
promocji za wagary poszukajmy przyczyny,
dlaczego dziecko nie chodzi do szkoły. W
mojej szkole problem frekwencji dotyczy
tylko uczniów z rodzin niewydolnych
wychowawczo, żyjących głównie z zasiłków
od MOPS-u. W Niemczech, gdy dziecko
opuszcza za dużo godzin, rodzicom
wstrzymuje się czasowo zasiłek socjalny.
Myślę, że gdyby taką metodę zastosować u
nas, frekwencja byłaby na poziomie 100
proc.
Henryk Gajdamowicz, dyrektor Zespołu
Szkół Budowlanych
Większość postulatów jest słuszna. Od
kiedy pojawiły się w szkołach zapisy, że
uczeń może zdać przedmiot nie
przekraczając limitu 50 proc.
nieobecności, wielu uczniów sprytnie
sobie wylicza i opuszcza tyle zajęć, by
nie przekroczyć tej granicy. Podstawowym
usprawiedliwieniem powinno być
zwolnienie lekarskie, bo pozwalając
wypisywać je do rodzicom, rozkładamy
całą dyscyplinę w szkole. Dość
sceptycznie odnoszę się do pomysłu, by
za wagary nie promować uczniów do
następnej klasy. Lepiej, by nie
decydowała o tym ocena zachowania.
Stanisław Gierba, dyrektor Zespołu
Szkół Ogólnokształcących nr 3
Jeśli mamy wychowywać dzieci, to
powinniśmy mieć do tego odpowiednie
narzędzia. Dlatego uważam, że propozycje
są dobre. Indywidualnie traktowałbym
jednak możliwość wstrzymania promocji
przy słabej frekwencji. Nauczyciel
mógłby wykorzystywać ją w sytuacjach
naprawdę ostatecznych i stosować raczej
jako straszak na wagarującego ucznia. Od
frekwencji powinno uzależniać się też
wypłatę stypendium - uczeń, który je
otrzymuje powinien być pod każdym
względem wzorowy.
Kazimierz Kapla,
dyrektor Liceum Ogólnokształcącego nr 5
Wiele z tych propozycji mogłoby
zmobilizować wagarowiczów. Nie jestem
jednak pewien, czy brak promocji za
wagary do racjonalne rozwiązanie tego
problemu.