|
|
Jak być dobrą mamą ?
Justyna DĄBROWSKA, psycholog
Uczymy się tego mozolnie dzień po dniu. Nabieramy
wprawy, popełniając błędy.
Nikogo nie dziwią coraz powszechniejsze "szkoły rodzenia" a przecież ich
naturalną kontynuacją powinny być "szkoły matek".
Marzy mi się założenie takiej szkoły.
Każdy zawód wymaga przygotowania i kwalifikacji a tymczasem to najważniejsze
na świecie zajęcie jest wykonywane zupełnie po amatorsku. Brakuje nam
zwykłych codziennych umiejętności: wyrażania uczuć, słuchania, rozwiązywania
konfliktów.
Krępujące dziedzictwo
Każdy uczy się przez obserwację. Świadomie lub nieświadomie przyglądamy się
od dziecka swojej mamie i oceniamy to, co robi. Skrzętnie notujemy w pamięci
wszystkie jej zachowania, a przede wszystkim przewinienia, i obiecujemy
sobie, że same nigdy nie będziemy tak postępować.
Ile razy w dzieciństwie przyrzekałaś sobie, że nigdy nie uderzysz swojego
dziecka! Że nigdy nie będziesz go poganiać i strofować. Że postarasz się nie
lekceważyć jego uczuć. Przypomnij sobie, ile razy zarzekałaś się, że w twoim
własnym domu będzie zupełnie inaczej...
Kiedy dorastamy, okazuje się, że nawyki i przyzwyczajenia wyniesione z domu
są niezwykle silne. Nagle łapiemy się na tym, że nasze postępowanie wobec
dzieci to kopia zachowania, które nas kiedyś bolało, irytowało, raniło.
Lekcje kochania.
Jak pisał Krishnamurti: "Gdybyśmy naprawdę potrafili kochać nasze dzieci, na
świecie nie byłoby wojen". Lekcje miłości są najtrudniejsze. Tu wielu
uczniów miałoby kłopoty z przejściem do następnej klasy, bo z naszą miłością
rodzicielską nie jest najlepiej. Choć wydaje się taka czysta i
bezinteresowna, tak naprawdę potrafi być bardzo wymagająca, oczekuje
wdzięczności, posłuszeństwa, spełnienia oczekiwań. ("Tyle dla ciebie
zrobiłam, a ty...").
Chcemy, by dzieci były "jakieś", zachowujemy się tak, jakby były naszą
własnością, jakby zjawiły się na świecie dla nas - żeby zaspokoić nasze
ambicje, naszą próżność, nasze nadzieje. Czasem chcemy, by nas pocieszały.
A przecież każdy z nas jest zdolny do kochania, tylko nie każdemu to
wychodzi. Trochę dlatego, że serce jest "zajęte" innymi sprawami. Trawi je
żal do własnych rodziców, drży z braku akceptacji, jest skołatane lękiem,
złości się na różne życiowe przeszkody. I na miłość brakuje miejsca.
Kiedy się uporządkuje swoje życie wewnętrzne: wypłacze zaprzeszły żal,
wybaczy rodzicom popełnione przez nich błędy, zrozumie, że dzieci nie są
naszą własnością, poświęci sobie chwilę poważnej refleksji - kiedy się
wykona tę katorżniczą pracę, pojawi się naturalna i spokojna miłość, która
niczego nie wymusza.
Lekcje tolerancji.
Choć nie zawsze sobie to uświadamiamy, traktujemy nasze dzieci jak ludzi
podobnych do siebie. Trudno nam w nich zobaczyć kogoś odrębnego, z innym od
naszego temperamentem, inną wrażliwością i zainteresowaniami. Jakże często
wtłaczamy dziecko na siłę w jakąś rolę, którą sobie wymyśliliśmy.
Jeszcze przed jego narodzinami myślimy: to będzie chłopiec, będę z nim grał
w piłkę, nauczę łowić ryby... Albo: urodzę dziewczynkę, będę jej szyła
sukienki i plotła warkocze...
Czujemy niepokój, albo złościmy się, kiedy widzimy, jak z syna rośnie
wrażliwy myśliciel, a córka gra w szachy i nie znosi sukienek. To wielka
sztuka zobaczyć w dziecku innego człowieka, któremu mamy pomóc w
odnalezieniu własnej drogi. Takiej drogi, która być może będzie skrajnie
odmienna od tego, co sami robimy, co lubimy, co jest nam bliskie. Dzieci nie
przychodzą na świat po to, by spełniać nasze oczekiwania - czasem trudno nam
się z tym pogodzić.
Lekcje rozmawiania.
Wydawałoby się że nie ma nic prostszego od rozmowy, przecież wszyscy mówimy
tym samym językiem. A jednak większość konfliktów i nieporozumień rodzinnych
wynika właśnie z nieumiejętnego komunikowania się i z niezrozumienia tego,
co nasz rozmówca ma na myśli. Nie mamy nawyku sprawdzania, czy to, co
powiedzieliśmy, zostało zrozumiane zgodnie z naszą intencją. Ludzie pod tymi
samymi słowami często rozumieją skrajnie odmienne rzeczy. Warto o tym
pamiętać, zwłaszcza w rozmowie z dzieckiem.
Nie bez powodu jednym z największych bestsellerów była ostatnio książka pt.
"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas
mówiły". Ponad dwieście tysięcy sprzedanych egzemplarzy świadczy o tym, że
nie czujemy się zbyt pewnie w tej dziedzinie.
Jasnego wyrażania myśli można się nauczyć. Trzeba tylko włożyć trochę
wysiłku. w uważne słuchanie. Bo słyszeć to nie to samo co słuchać. Tak jak
mówienie i rozmawianie to nie to samo. Człowiek słuchany czuje się ważny,
chce mu się mówić o istotnych dla niego sprawach, znajduje się w centrum
uwagi. Po prostu: uważne słuchanie jest jedną z form wyrażania miłości.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|