Dyrekcja
Nasz Adres
Zespół Szkół Nr 1 im. prof. Bolesława Krupińskiego
w Lubinie. ul. Kościuszki 9,
59 - 300 Lubin.
tel/fax. 076-746-30-50.
NIP 692-10-28-723

on-line:
statystyki www.stat.pl
Ogółem na stronie:

 
Aktualności Dokumentacja Absolwenci Kontakt
 

MEN sprawdzi, ilu uczniów wagaruje

Rozmawiał Marcin Markowski

Za wagary odpowiadają rodzice, którzy lekką ręką wypisują usprawiedliwienia - twierdzą nauczyciele

Wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski pisze list do kuratorów oświaty. - Poproszę, by sprawdzili, jak wygląda frekwencja w szkołach - mówi. To reakcja na publikacje na łódzkich stronach "Gazety" o tym, że uczniowie coraz rzadziej przychodzą na lekcje. - Jesteśmy bezsilni - przyznaje Józef Kolat, dyrektor Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych nr 17 w Łodzi. W jego liceach i technikum frekwencja spadła o 10 proc. W IV LO w Łodzi o 20 proc. W łódzkich szkołach są klasy, w których na lekcje chodzi zaledwie 70 proc. uczniów.

Podobnie jest w innych miastach. W Opolu w Zespole Szkół Zawodowych frekwencja spadła przez ostatnie trzy lata o 12 proc. W I LO w Kielcach o tyle samo tylko w ostatnim roku. Również w Szczecinie, Bydgoszczy, Poznaniu i Warszawie - od 4 do 15 proc. w dół. Średnio wynosi teraz 80- 85 proc.

Dyrektorzy mają pretensje do rodziców, którzy lekką ręką wypisują usprawiedliwienia. Często hurtowo, za kilka miesięcy wstecz. - Usprawiedliwiają wagary. Na wywiadówce dowiadują się, że syna czy córki nie było na stu iluś lekcjach, robią się czerwoni ze wstydu, ale wolą skłamać niż pozwolić, by dziecko miało obniżoną ocenę ze sprawowania - usłyszeliśmy w łódzkiej "siedemnastce".

Rodziców rozgrzesza Dariusz Jędrasiak, dyrektor II LO w Łodzi: - Dawniej nauka w liceum trwała cztery lata, teraz rok krócej, a program prawie się nie zmienił. Każdy uczeń ma w tygodniu 35 obowiązkowych lekcji. Wychodzi siedem dziennie. Klasówki, próbne matury, testy. Wielu nie wytrzymuje tempa i ucieka w nieobecność.

Z kolei Małgorzata Jóźwiak, dyrektor I LO w Kielcach, obwinia nową maturę: - Kiedyś świadectwo maturalne było jednocześnie świadectwem ukończenia szkoły. Dziś to dwa rożne dokumenty. Pierwszy idzie na uczelnie i liczy się w rekrutacji, a drugi do szuflady. Uczniowie odpuszczają więc przedmioty, których nie zdają na maturze, i znikają z lekcji.

- Tata uważa, że od paru nieobecności świat się nie zawali, a jeszcze w życiu zdążę się napracować - mówi Magda z renomowanego łódzkiego liceum.

Kłopotów z frekwencją nie zauważyły kuratoria, które nie zbierają takich danych. Nie mają ich także samorządy i Ministerstwo Edukacji.

W każdej szkole uczeń może mieć od kilku do nawet kilkudziesięciu godzin nieusprawiedliwionych. Jeśli przekroczy limit, grozi mu ocena nieodpowiednia z zachowania. O to, by go nie przekroczył, dbają rodzice, wypisując usprawiedliwienia. Nie muszą w nich podawać powodu nieobecności.

- Rozumiem prawo rodziców do usprawiedliwiania dzieciom nieobecności, ale nie może być nadużywane. Coś z tym fantem trzeba zrobić - mówi wiceminister Orzechowski.

Marcin Markowski, Łódź

Jak mieć 98-procentową frekwencję

Marcin Markowski: Dlaczego, według Pani, frekwencja w szkołach spada?

Elżbieta Świerczyńska, wicedyrektor VIII LO w Łodzi: Bo konsekwencje nieobecności ponosi dziecko, a nie rodzic - jak w Niemczech czy Holandii. Tam obecni na lekcjach stanowią 98 proc. W niemieckim Furth w szkole odpowiadającej naszej sekretariat jest czynny od siódmej. Jeśli dziecko nie idzie na lekcje, rodzic ma obowiązek zadzwonić, a w ciągu dwóch dni dostarczyć usprawiedliwienie lub zwolnienie lekarskie. Jeśli nie odezwie się do godz. 9, sekretarka dzwoni do niego do pracy i pyta, gdzie jest dziecko. Jeśli mama nie wie, przestaje działać ubezpieczenie ucznia. Jeśli w dodatku dziecka nie ma w domu, zostaje powiadomiona policja. Szkoła informuje pracodawcę rodzica, a ten - fiskusa, który odciąga od jego pensji karę. Jest to obliczony przez państwo koszt jednej lekcji pomnożony przez liczbę nieusprawiedliwionych godzin dziecka. Podobnie jest w Holandii. W Haarlem jeden z uczniów wrócił do szkoły z wakacji dopiero 15 września. Był z rodzicami w Afryce, przyniósł usprawiedliwienie. Dyrektor go nie uznał, bo rodzic ma po prostu obowiązek posyłania dziecka na lekcje w roku szkolnym, a wycieczka nie jest wystarczającym wytłumaczeniem zmarnowania publicznych pieniędzy.

W Polsce rodzic pisze: "Proszę usprawiedliwić dziecku nieobecność od do" i to wystarcza.

- Na Zachodzie musi podać konkretną przyczynę: wypadek, pożar, choroba. A jeśli notorycznie zwalnia dziecko z powodów zdrowotnych, szkoła wysyła je na badanie do swojego lekarza, który sprawdza, czy choroby nie są wymysłem rodziców. Jeśli są - wtedy również płacą za nieobecności. Frekwencji nie obniżają też choroby nauczycieli. Tam na zastępstwo z niemieckiego wchodzi germanista, a nie np. historyk, który pozwala klasie odrabiać lekcje, czyli marnuje czas, za który płaci państwo. Jest kuratoryjny program pt. "Nauczyciel na zastępstwo".

Co robić, by poprawić frekwencje?

- Zrozumieć, że to nie dziecko ma obowiązek chodzić do szkoły, tylko rodzic tego dopilnować. Mogą w tym pomóc wyłącznie rozwiązania systemowe.
 

[Pokaż komentarze] | [Dodaj komentarz]

pochodzenie: gazeta.pl

 
Uczniowie Nauczyciele Rodzice
C 2005-2006 Zespół Szkół Nr 1 w Lubinie. All rights reserved