|
|
Na wagary przeciw Giertychowi
Bartłomiej Ciszewski
Nie pomogły wielotysięczne marsze, więc uczniowie
zaostrzają protest wobec Romana Giertycha, ministra edukacji. Jutro zamiast
do szkoły wybierają się na wagary
Takiego protestu w wolnej Polsce jeszcze nie było. Od kilku tygodni tysiące
młodych ludzi w całym kraju wychodzą na ulicę, by sprzeciwić się nowemu
ministrowi edukacji. Ten protestami się nie przejmował, ale teraz będzie
musiał, bo spór przeniósł się do szkoły, za którą Giertych jest bezpośrednio
odpowiedzialny.
"Wzywamy wszystkich uczniów do strajku! Nie przychodźcie we wtorek do
szkoły" - taką odezwę wystosowała Inicjatywa Uczniowska, która wcześniej
organizowała marsze przeciwko ministrowi edukacji. Zamiast na zajęcia
młodzież ma się udać na pikietę przed Ministerstwem Edukacji Narodowej o
godzinie 11. Uczniowie mają nadzieję, że przyłączą się do nich także
nauczyciele, studenci i przedstawiciele ruchów społecznych.
Uczniowie protestują przeciwko indoktrynacji na lekcjach patriotyzmu oraz
projektowi powołania Narodowego Instytutu Wychowania. Na razie akcja
skierowana jest do gimnazjalistów i licealistów z Warszawy.
- Wzywamy do bojkotu szkoły - mówi 17-letni Aleksander Pawłowski z
Inicjatywy Uczniowskiej. Na ulicach stolicy pojawią się więc plakaty
informujące o proteście. Do uczniów będą rozsyłane e-maile i SMS-y.
Oficjalnie nauczyciele sprzeciwiają się bojkotowi zajęć. - Popieram waszą
troskę o przyszłość polskiej młodzieży, szanuję waszą chęć
współuczestniczenia w życiu obywatelskim, jednak powstrzymajcie się od
takich ekstremalnych form - zaapelował wczoraj do uczniów Sławomir Broniarz,
prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Jednak wielu nauczycieli prywatnie
popiera protestujących.
- Rozumiem stanowisko ZNP. Nie mogą nas poprzeć, bo przecież są
nauczycielami i nie mogą popierać wagarowania - mówi Pawłowski. - Niestety,
Giertych ignoruje pokojowe manifestacje, zarzucając nam, że jesteśmy
sterowani politycznie, a to nieprawda - dodaje.
Propozycją Inicjatywy zaniepokojeni są niektórzy rodzice. - Kto weźmie
odpowiedzialność, jeśli dzieciom na wagarach coś się stanie - pyta pani
Katarzyna Cieślak, matka dwojga warszawskich uczniów. Organizatorzy protestu
nie zgadzają się z takim zarzutem. - Taki argument wydaje mi się naciągany.
Uczniowie, chociaż nieletni, nie są kompletnie ubezwłasnowolnieni -
odpowiada Pawłowski. - Nie ponosimy jednak odpowiedzialności za każdego, kto
przyłączy się do protestu - dodaje.
Niewykluczone, że jeśli warszawskie szkoły będą świeciły pustkami, a
Ministerstwo Edukacji nie rozpocznie rozmów z uczniami, protesty mogą
wybuchnąć w całym kraju. - Do końca roku pozostały jeszcze dwa tygodnie.
Jeśli nic się nie zmieni, zorganizujemy protesty we wszystkich większych
miastach w kraju - zapowiada Pawłowski. Tuż przed wakacjami, kiedy oceny
będą już wystawione, wagarowy protest może być dla uczniów bardzo
atrakcyjny.
Ministerstwo Edukacji, nie skomentowało planowanego protestu uczniów.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie 12-06-2006:
gazeta.pl |
|