|
|
Jak uczyć o seksie w szkole ?
Aleksandra Krzyżaniak-Gumowska
Młodzież nie potrzebuje edukacji seksualnej, tylko
obrony przed tym nachalnym molestowaniem seksedukacją - tak bp Stanisław
Stefanek, przewodniczący Rady ds. Rodziny Episkopatu Polski skomentował
badania znanego seksuologa. Prof. Zbigniew Izdebski odpowiada: - Żyjemy w
erze internetu i jeśli szkoła czy rodzina nie uczą o seksie, to dziecko
dowie się wszystkiego z sieci, często w wulgarnej, pornograficznej formie.
Oburzenie bp. Stefanka wywołały badania prof. Izdebskiego, w których ponad 5
tys. 17- i 18-latków odpowiadało na pytania o zachowania seksualne (seks
analny, oralny, masturbację), antykoncepcję, HIV, ale też o samopoczucie czy
relacje w rodzinie. Aż 34 proc. przyznało, że doświadczyło molestowania
seksualnego, a 18 proc. padło ofiarą wymuszonego stosunku seksualnego.
Okazało się też, że chcą, żeby szkoła uczyła ich o HIV i antykoncepcji oraz
szacunku dla drugiej płci, tymczasem nauczyciele na pierwszym miejscu
stawiają szacunek, rozwiązywanie konfliktów, budowanie trwałych związków, a
dopiero potem wiedzę o HIV i antykoncepcji.
- To są badania robione nie tyle po to, by wiedzieć, co sądzi młodzież o
sobie, ile po to, by prof. Izdebski mógł wdrożyć następne elementy z góry
przewidzianego planu sprowokowania młodzieży do wczesnego współżycia -
oburzył się bp Stefanek.
Czy, kiedy i jak rozmawiać więc w szkole o seksie?
Nie koncentrować się na perwersjach
Czy edukacja seksualna jest młodemu człowiekowi potrzebna?
Ks. Józef Augustyn SJ: Kościół współcześnie jej nie kwestionuje. O ile Pius
XI w encyklice Divini Illius Magistri polemizował z pojęciem edukacji
seksualnej, o tyle 30 lat później Sobór Watykański II mówi wprost: młodzi
winni otrzymać pozytywne i roztropne wychowanie seksualne, dostosowane do
wieku. Winno ono ukazać najpierw piękno ludzkiej miłości, także miłości
rodzicielskiej. Informacje medyczne bez powiązania ich z miłością i
odpowiedzialnością, zniekształcają obraz człowieka jako istoty seksualnej.
Nie jest wychowaniem koncentrowanie się na nadużyciach i perwersjach.
Kiedy rozpocząć wychowanie seksualne?
- Nie da się wyznaczyć jednego wieku dla wszystkich. Trzeba śledzić pytania
młodych. Bywa to proste w wychowaniu w rodzinie, w szkole jest trudniejsze,
stąd konieczność wyczucia ze strony nauczyciela. Nie może narzucać się z
informacją seksualną, która nie jest potrzebna dzieciom.
Jakich informacji potrzebują młodzi?
- Wychowanie seksualne winno obejmować biologię, psychologię, socjologię i
religię. Działania seksualne podlegają ocenie moralnej. Młody człowiek
winien uczyć się, że jego seksualność może być źródłem radości i życia -
jeżeli zwiąże ją z miłością, albo cierpienia i krzywdy - jeżeli będzie
powiązana z lękiem i przemocą.
A co należy mówić młodym o prezerwatywach, o antykoncepcji?
- Nie sposób odpowiedzieć bez jednoznacznego odwołania się do wiary. Racje
pozareligijne, np. psychologiczne czy społeczne, w tej sferze mają
ograniczony charakter. Można je podważyć. Stąd też, proponując młodym
określone zasady moralne, np. powstrzymanie się od współżycia małżeńskiego
czy antykoncepcji, trzeba odwołać się do ich zaufania do Kościoła. Ale
najpierw trzeba to zaufanie zdobyć.
Trzeba odpolitycznić edukację seksualną
Aleksandra Krzyżaniak-Gumkowska: Jak uczyć o seksie?
Prof. Zbigniew Izdebski: Uczciwie. Wiedzę dotyczącą dojrzewania
psycho-seksualnego dostosować do faz rozwoju. Przekazywanie wartości
rodzinnych jest ważne, ale nie wystarcza. Trzeba dziecku, a potem
nastolatkowi powiedzieć o pobudzeniu seksualnym, o onanizmie itd. Żyjemy w
erze internetu i jeśli szkoła czy rodzina tego nie zrobią, to dziecko dowie
się wszystkiego z sieci. Często w wulgarnej, pornograficznej formie.
Co mówić 15-latkom?
- Z badań wynika, że 15 proc. młodzieży w tym wieku jest już po inicjacji
seksualnej. Dlatego nie możemy rozmawiać o seksie dopiero w szkole
ponadgimnazjalnej. Tę wiedzę trzeba wprowadzać - delikatnie! - w ostatnich
klasach podstawówki. Jest wiele przesądów, że to pobudza młodych do
aktywności seksualnej. A przecież Raporty Światowej Organizacji Zdrowia (WHO)
mówią, że dobre programy edukacji seksualnej mogą opóźnić inicjację!
W jednej klasie część uczniów może już być uświadomiona, inni - nie. Jak
dotrzeć do wszystkich?
- Trzeba kształcić nauczycieli. Wiele kursów uczy z perspektywy katolickiej.
Mówi się na nich, że prezerwatywa ma dziury, pory. To nie jest uczciwa
informacja. Pory ma prezerwatywa posmarowana kremem, czego nie wolno robić!
Prezerwatywa wg WHO zmniejsza ryzyko zarażenia HIV. Jeżeli ktoś nie
akceptuje jej ze względów światopoglądowych, to powinien powiedzieć:
katolicy nie powinni używać prezerwatywy. W 2001 r. prawie 90 proc. Polaków
opowiadało się za tym, żeby wychowanie seksualne było w szkołach.
To gdzie jest blokada?
- Edukacja seksualna jest sprawą polityki, a nie zdrowia szeroko pojętego.
Jeśli nam wyszedł tak wysoki wskaźnik przemocy seksualnej wobec dzieci [34
proc. - red.], to znaczy, że od najmłodszych lat trzeba dziecku wbijać do
głowy, że są okolice, których druga osoba nie powinna dotykać. A polski
system wychowania uczy, że dorosły zawsze ma rację.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|