|
|
Nauczyciele liczą
zwolnienia od rodziców
Renata Czeladko
Nauczyciele gorączkowo wertują zwolnienia
z lekcji z całego roku, by wyłowić te podpisane przez rodziców.
Minister edukacji chce wiedzieć, czy aby nie za często pozwalają
dzieciom nie chodzić do szkoły
- Przeglądamy wszystkie usprawiedliwienia. Sprawdzamy i liczymy, ile
jest tych od rodziców, a ile od lekarza. Spisujemy też dane z
dzienników - wylicza Bożena Kozak, dyrektor Zespołu Szkół nr 19 przy
ul. Grochowskiej.
Dokumenty wertują nauczyciele we wszystkich warszawskich szkołach.
Do piątku muszą przekazać kuratorowi oświaty informacje, ile godzin
nieobecności usprawiedliwili rodzice. Wiceminister Mirosław
Orzechowski na początku czerwca wysłał do kuratorów list. "Jak
wynika z napływających obserwacji, rodzice coraz częściej akceptują
nieobecność swoich dzieci w szkole, nawet z błahych powodów" -
napisał i poprosił o "wnioski zmierzające do wyeliminowania
zjawiska".
Nauczyciele przyznają, że rodzice nadużywają prawa do
usprawiedliwiania dzieci. Frekwencja w szkołach wynosi średnio 70-80
proc. - Zdarza się, że ucznia nie ma w każdym tygodniu jeden dzień.
Przynosi usprawiedliwienie od rodziców, że bolała go głowa albo
żołądek. Zaniepokojony wychowawca rozmawia z rodzicami, żeby dziecko
wysłać na badania. Rodzice bagatelizują sprawę, czyli to
przysłowiowy paluszek i główka, ale zwolnienie musimy przyjąć - mówi
Anna Kazimierska z Zespołu Szkół nr 9 przy ul. Dzieci Warszawy.
W LO i Gimnazjum im. Króla Władysława IV na Pradze Północ wychowawcy
rozmawiają z rodzicami o każdym "podejrzanym" usprawiedliwieniu. -
Tłumaczymy, że nie występujemy przeciwko uczniowi, tylko chodzi o
uczciwość wobec nauczycieli. Takie postępowanie sprawia, że nie mamy
nadmiernej ilości zwolnień od rodziców - mówi wicedyrektor Elżbieta
Krupińska.
Spełnienie prośby ministra nie jest jednak łatwe. - Rodzice wpisują
zwolnienia do dzienniczków ucznia. W wakacje nie mamy do nich
dostępu. Statystyki mogą być zafałszowane - zauważa Jerzy Tulik,
dyrektor Zespołu Szkół nr 4 przy ul. Szczęśliwickiej.
Co z tymi danymi zrobi ministerstwo? - Przeanalizujemy je. Jeśli
potwierdzi się, że zjawisko jest niepokojące, to pomysły na jego
rozwiązanie na pewno się pojawią - mówi Kaja Małecka, rzecznik
prasowy MEN.
Jerzy Kropacz, prezes Warszawskiego Oświatowego Porozumienia
Rodziców, zapowiada, że ewentualne próby ministerstwa ograniczania
możliwości wypisywania zwolnień przez rodziców spotkają się z
protestami. - Bo kto, jeśli nie rodzice, ma prawo decydować, co ma
robić ich dziecko? - pyta.
[Pokaż komentarze]
|
[Dodaj komentarz]
pochodzenie:
gazeta.pl |
|